Strona główna - Oferta Centrum - Warsztaty/wyjazdy - Kim jesteśmy - Kontakt - Mapa Strony

"Zobacz - w małym żołędziu drzemie potężny dąb, z niepozornego jajka wykluwa się piękny ptak. Pamiętaj, że w najwznioślejszej wizji twojej duszy zawsze rodzi się Anioł... Marzenia są nasionami rzeczywistości, więc rozsiewaj je świadomie i mądrze"
 
GMO - otwórz oczy!
cz. I

Artykuły, Informacje 
 
 
(strona 1, 2, 3)
GMO - otwórz oczy!

cz.I

GMO (
Organizmy Modyfikowane Genetycznie) są odpowiedzią na narastający od wielu lat światowy kryzys żywnościowy – od dłuższego czasu przekonują biotechnolodzy i korporacje, które finansują ich badania. Genetycznie zmienione rośliny mają być bardziej wydajne, bo wyjątkowo odporne na choroby, szkodniki i zmiany warunków klimatycznych. Coraz więcej badań kwestionuje jednak zalety tej technologii, z którą łączy się wiele zagrożeń ekologicznych i społecznych.

Przykładowo, badania prowadzone przez prof. Barney’a Gordona z wydziału rolnictwa Uniwersytetu Kansaskiego dowiodły, że genetycznie modyfikowana soja firmy Monsanto daje zbiory średnio o 10% niższe do „zwykłej”. Podobnie rzecz miała się z amerykańskimi odmianami bawełny.

Inne obszerne badania prowadziło, pod kierunkiem prof. Boba Watsona, amerykańskie ministerstwo rolnictwa. Konkluzja z owych badań była jednoznaczna – genetyczne modyfikacje w rolnictwie nie rozwiążą problemu głodu na świecie.

Według szacunków Worldwatch Institute opublikownaych w najnowszym Vital Signs Update odsetek genetycznie modyfikowanych roślin w światowej produkcji zbóż wzrósł w 2007 r. do 9%, a ich areał upraw do 114,3 milionów hektarów. Stany Zjednoczone pozostają światowym liderem w produkcji zbóż GMO - na terenie tego kraju znajduje się ponad połowa zajętych pod ich uprawę pól.

Produkcja GMO wprowadzonych na rynek ponad dekadę temu stale wzrasta, obecnie uprawy takie znajdują się w 23 krajach na świecie. Nie milkną jednak kontrowersje dotyczące rzekomych zalet modyfikacji genetycznej zwłaszcza, że nie ma jak dotąd potwierdzenia by technologia ta mogła, zgodnie z obietnicami jej zwolenników, skutecznie pomóc w zwiększeniu plonów i walce z głodem na świecie. Efekty wprowadzania GMO wyglądają świetnie na papierze, w rzeczywistości jednak nie są oszałamiające, twierdzi Alice McKeown, naukowiec z Worldwatch Institute.

OPÓR

Wraz z rosnącą presją firm biotechnologicznych na tradycyjne metody wytwarzania żywności – wzrasta także opór społeczeństwa wobec genetycznych manipulacji.

Pomimo tego, że we wszystkich krajach Europy – jak wskazują sondaże - mniej więcej trzy czwarte obywateli negatywnie ocenia uprawę i konsumpcję organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO),
to korporacje nie ustają w wysiłkach narzucenia im skrajnie technokratycznego modelu rolnictwa
i przetwórstwa żywności. Czynią to rzekomo w imię wolności wyboru i swobody działalności gospodarczej. Nie jest to zabieg czysto marketingowy - starają się do tego wykorzystać międzynarodowe instytucje, jak Światowa Organizacja Handlu (WTO) czy Komisja Europejska.

Jednak coraz więcej osób sprzeciwia się tej presji, czyniąc to z różnych przyczyn. Dla rolników i władz regionów stawiających na produkcję żywności ekologicznej i tradycyjnej, przyczyną oporu wobec GMO jest ryzyko genetycznego zanieczyszczenia upraw, co sprawi, że wymagający konsumenci nie będą chcieli kupować plonów z nich. Obrońcy przyrody mają prawo obawiać się wpływu GMO na różnorodność biologiczną. -Zwykli ludzie” - na swoje zdrowie. Dla innych podstawowym argumentem może być zagrożenie wolności związane z opatentowaniem organizmów żywych oraz dyktatem wielkiego biznesu, który dla zwiększenia zysków chce narzucić nowy model rozwoju cywilizacyjnego
i wręcz zmienić wiele dotychczasowych wzorców kulturowych.

Sprzeciw przybrał na sile po tym, jak w 2004 r. UE zniosła faktyczne moratorium na GMO, obowiązujące w poprzednich latach, chroniące Stary Kontynent przed zmasowaną inwazją “mutantów”. Jak grzyby po deszczu wyrastają coraz to nowe inicjatywy i formowane są koalicje, nie tylko w skali regionów czy krajów, ale także na płaszczyźnie międzynarodowej. Często po stronie obywateli stają władze - lokalne, a nawet państwowe. Nie sposób opisać wszystkich takich działań, ale spójrzmy na kilka najważniejszych nurtów sprzeciwu wobec GMO.

Jednym z najbardziej spektakularnych przejawów sprzeciwu Europejczyków wobec lobby biotechnologicznego jest ogłaszanie różnych obszarów “strefami wolnymi od GMO”. Pomysł ten “chwycił” także poza Europą - strefy powstają właściwie na całym świecie, włączając Stany Zjednoczone, gdzie organizmy modyfikowane są od lat uprawiane na ogromną skalę, niemal bez ograniczeń. W samej UE zrobiło to już ok. 90 regionów (ich odpowiednikiem są w Polsce województwa), a łączna liczba jednostek niższej rangi oraz obszarów innego rodzaju, które wprowadziły zakaz uprawy roślin zmodyfikowanych, przekroczyła 4500. W trzech krajach: Grecji, Austrii i Polsce - władze samorządowe wszystkich największych jednostek terytorialnych ogłosiły się strefami wolnymi od GMO.

We Francji merowie ponad 1250 miejscowości ogłosili, że są one wolne od GMO. We Włoszech wolne od GMO jest ponad 1800 miejscowości, a podobna decyzja władz Toskanii została potwierdzona przez narodowy parlament, co uznane zostało za przyznanie regionom przez włoskie władze prawa do zmiany decyzji podjętych na poziomie Unii.

Nieco inaczej podeszli do sprawy Niemcy, którzy postawili na prawnie wiążące umowy między samymi rolnikami. - “W Niemczech pierwsze strefy wolne od GMO zaczęły powstawać w listopadzie 2003 roku. Polega to na tym, że farmerzy z sąsiednich gospodarstw podpisują umowy, w których zobowiązują się, że nie będą używali modyfikowanych genetycznie nasion” - mówi “Obywatelowi” Christof Potthof z Gen-ethisches Netzwerk. - “W praktyce oznacza to, że jeden lub kilku farmerów zbiera podpisy i umowy oraz pilnuje, by nikt nie złamał swojego zobowiązania” - wyjaśnia naszej gazecie Heike Moldenhauer z BUND. - “Do marca tego roku powstało 88 takich stref, obejmujących 1,72 miliona hektarów uprawianych przez 25 tysięcy rolników. Powstają także pojedyncze gospodarstwa wolne od GMO” - dodaje Christof.

Warto dodać, że obszary wolne od GMO łączą się w większe struktury, jak European Network of GMO-free regions czy też Transgraniczny Bioregion Alpe Adria, proklamowany przez rolników ekologicznych ze Słowenii, Austrii i Włoch a popierany m.in. przez ministrów rolnictwa Słowenii i Karyntii.

BAWIĄC (I PROTESTUJĄC) - UCZYĆ

Niezwykle ważnym frontem walki z GMO jest uświadamianie opinii publicznej zagrożeń związanych
z nimi, co ma ugruntować społeczną niechęć. Ta wiedza jest nadal niewielka, szczególnie w krajach “nowej Unii”. Aby to zmienić, prowadzi się bardzo wiele działań: od wydawania broszur i ulotek, przez happeningi, po masowe demonstracje.

KTO PIENIĄDZEM WOJUJE, OD PIENIĄDZA GINIE

Skuteczne mogą być także metody konsumenckiego nacisku, jak np. kampanie pisania listów czy bojkot towarów. - “Amerykańscy producenci kukurydzy modyfikowanej genetycznie tracą rocznie 300 milionów dolarów w wyniku spadku popytu na ich produkty - niech to będzie ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy chcą eksportować GMO do Europy” - twierdzi Daniel Mittler z Greenpeace International. Wielu importerów żywności żąda potwierdzenia, że zamawiane przez nich produkty są “GM Free”, pozbawione śladów “mutantów”, co z kolei sprawia, że ich producenci stają się bardzo zagorzałymi przeciwnikami modyfikowanych upraw.

Walijska koalicja GM Free Cymru zajmuje się m.in. nękaniem sklepów, gdzie sprzedają produkty zawierające GMO. We Francji bojkot konsumencki doprowadził do wycofania z kilku wielkich sieci handlowych oferty opartej na modyfikowanych składnikach. W Słowenii prowadzona jest czarna i biała lista głównych detalistów żywności właśnie pod kątem stosowania GMO. Niestety, metody takie są skuteczne głównie wobec dużych producentów i sprzedawców żywności - tych mniejszych, stosujących “mutanty” pokątnie, wyłapać znacznie trudniej.

Od długiego czasu toczy się batalia o to, czy GMO stanowi zagrożenie dla zdrowia, czy też powinniśmy dziękować za modyfikowaną genetycznie żywność jak za mannę z nieba. Zwolennicy GMO wskazują
na fakt, że każdy organizm poddany genetycznym manipulacjom musi przejść szereg testów i badań zanim taka modyfikacja zostanie uznana za wartościową, a żywność powstała dzięki tym zabiegom zostanie dopuszczona do obrotu. Jednakże badania zlecone przez austriacki rząd na początku listopada wskazują na to, że ktoś stara się usilnie robić konsumentów w balona ryzykując ich zdrowie i życie,
by napełnić swoje kieszenie gotówką.

8 września 2004 Komisja Europejska podjęła decyzję o dodaniu do listy nasion dopuszczonych
do sprzedaży na terenie UE 17 odmian zmodyfikowanej kukurydzy - MON 810, opracowanej przez biotechnologiczny koncern Monsanto. Zastosowana w kukurydzy modyfikacja to tzw. modyfikacja Bt. Polega na wprowadzeniu do niej genów z bakterii Bacillus thuringensis (Bt). Geny te produkują białka, które są toksyczne dla owadów powodujących ogromne straty w kukurydzianych plonach. Kukurydza koncernu Monsanto staje się więc odporna na ataki szkodników. Eksperci od początku uważali, że to bezpieczna modyfikacja. Przeprowadzono badania, z których wynikało, że kukurydza MON 810 podawana doustnie myszom nie jest toksyczna. Uprawia się ją więc od 1998 r. w wielu państwach świata (m.in. w Hiszpanii). Wykorzystywana jest głównie w celach paszowych, jednakże przetwarza się ją również na pełnowartościowe produkty żywnościowe (np. alkohol etylowy, czy mąka kukurydziana). Koncern Monsanto już 2 sierpnia 2002 r. uzyskał zgodę na wprowadzenie do do obrotu kukurydzy genetycznie zmodyfikowanej linii MON 810. Zgoda została wydana przez Komisję ds. GMO, która wydała zezwolenia do końca 2012 roku (na 10 lat).

Decyzję o tym co spocznie na Waszym talerzu powinniście podjąć sami (ale uwaga! - lecytyna sojowa zawarta jest jako dodatek w wielu produktach, a 60% światowych upraw soi to GMO, więc istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że spożywamy żywność modyfikowaną nawet o tym nie wiedząc).
 


NIEMCY. Rząd w Berlinie wprowadził zakaz uprawy w kraju genetycznie zmodyfikowanej odmiany kukurydzy MON 810. Minister rolnictwa Ilse Aigner powiedziała dziś (14.04.), powołując się na opracowania naukowe, że MON 810 - produkt amerykańskiego koncernu biotechnologicznego Monsanto - stanowi zagrożenie dla środowiska naturalnego.

Firma Monsanto rozważa natomiast możliwość zaskarżenia przed sądem zakazu stosowania tego materiału siewnego w Niemczech. Firma wystąpiła wcześniej na drogę sądową przeciwko rządowi Francji, która również zakazała uprawy genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy.

W Unii Europejskiej komercyjna uprawa genetycznie zmodyfikowanych roślin jest od roku 1998 dozwolona. Z uwagi na nieustalone konsekwencje ekologiczne kilka krajów UE zdecydowały się jednak wprowadzić zakaz uprawy kukurydzy MON 810.

WŁOCHY. Genetycznie modyfikowana kukurydza zaburza system odpornościowy młodych i starych myszy – wynika z badań Włoskiego Narodowego Instytutu Badań nad Żywnością i Żywieniem.

Instytut opublikował niedawno raport online w Journal of Agricultural Food Chemistry, dokumentujący znaczące zaburzenia w systemie immunologicznym młodych i starych myszy, które były karmione mączką z kukurydzy MON810. Wcześniej ogłoszono wyniki badań austriackiego rządu, pokazujące,
że genetycznie modyfikowana kukurydza powoduje u myszy obniżenie płodności i wpływa na regulację ekspresji genów. Rewelacje te są kolejnym potwierdzeniem przypuszczeń o niekorzystnym wpływie żywności i pasz GM na zdrowie.

W najnowszych badaniach zarówno linia macierzysta, jak i otrzymana z niej kukurydza GM były jednocześnie uprawiane na sąsiadujących ze sobą polach. Mąka kontrolna (mąka kukurydziana
z niemodyfikowanych upraw macierzystych) była zanieczyszczona GMO w małym stopniu (0,29% wg testu PCR). Kukurydza modyfikowana, z której przygotowano drugi rodzaj mąki, zawierała gen odpowiedzialny za produkcję toksyny Cry1Ab, która wykazuje działanie owadobójcze.

U myszy w których diecie znalazła się modyfikowana kukurydza stwierdzono znaczące zmiany
w poziomie limfocytów T i B w porównaniu do myszy kontrolnych (w których pokarmie nie było kukurydzy GM). Największe zmiany w funkcjonowaniu układu immunologicznego zaobserwowano przy stosowania diety z GMO przez 30 dni u myszy młodych (3-tygodniowych) jak i starych (1,5-rocznych). Natomiast przy 90-cio dniowym stosowaniu diety z GMO u młodych myszy stwierdzono jedynie podwyższony poziom limfocytów B, zaś po 3 tygodniach ustalał się pewien poziom tolerancji układu immunologicznego na czynniki powodujące zaburzenia. Wyniki te świadczą, że u myszy na zaburzenia odporności szczególnie podatne są osobniki najstarsze oraz młode.

Powyższe wyniki nabierają dodatkowego znaczenia w świetle obserwacji poczynionych w innym laboratorium, gdzie w nasionach kukurydzy MON810 zidentyfikowano 43 białka o zmienionym poziomie ekspresji w porównaniu z linią macierzystą. Jednym z nich jest g-zeina, doskonale znane białko alergenne, które nie występuje w linii macierzystej.

AUSTRIA. Badania austriackiego rządu potwierdzają, że genetycznie zmodyfikowane uprawy zagrażają płodności ludzi oraz bezpieczeństwu żywności.

Długoterminowe badania zlecone przez Austriacką Agencję ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, zarządzaną przez Austriackie Federalne Ministerstwo Zdrowia, Rodziny i Młodzieży, a prowadzone przez Uniwersytet Weterynaryjny we Wiedniu, potwierdza że zmodyfikowana genetycznie (GM) kukurydza poważnie wpływa na zdrowie reprodukcyjne myszy. Przeciwnicy GMO, którzy ostrzegali o niepłodności
i innych zagrożeniach dla zdrowia, domagają się wprowadzania natychmiastowego zakazu dla GMO
w celu ochrony zdrowia ludzi i płodności kobiet na całym świecie.

Badania prowadzone przez Uniwersytet Weterynarii w Wiedniu dowiodły, że karmienie myszy genetycznie modyfikowaną kukurydzą firmy Monsanto doprowadziło do niższej płodności i mniejszej masy ciała. Jeden z prowadzących badanie profesorów prof. Zentek powiedział, że była bezpośrednia zależność między spadkiem płodności a dietą GM, i że myszy karmione tradycyjnym zbożem rozmnażały się w bardziej efektywny sposób..

Podczas badania austriaccy naukowcy wykonali kilka długoterminowych prób w ciągu 20 tygodni
z myszami laboratoryjnymi karmionymi dietą zawierającą 33% kukurydzy GM (NK 603 x MON 810),
albo podobnej kukurydzy nie-GM używanej w wielu krajach. W porównaniu do grupy kontrolnej, statystycznie istotna wielkość miotów i spadki wagi szczeniąt zostały udokumentowane w trzecich
i czwartych miotach myszy żywionych kukurydzą GM.

FRANCJA. Grupa badawcza pod kierunkiem prof. Séraliniego z Uniwersytetu w Caen we Francji opublikowała niedawno wyniki swoich badań. Wynika z nich, że herbicyd Roundup, stosowany m.in.
w uprawach modyfikowanych genetycznie, może mieć silnie negatywny wpływ na ludzkie komórki embrionalne – informuje Criigen.org.

Roundup to popularny środek ochrony roślin, stosowany na całym świecie, opatentowany przez koncern Monsanto. Grupa badawcza chciała sprawdzić jego wpływ na hodowane w laboratorium komórki embrionalne (ich użycie nie wymaga zniszczenia embrionu) – wcześniej badała inne typy komórek. Okazało się, że na komórki embrionalne Roundup działa szczególnie niszcząco. Co więcej, jest o wiele bardziej toksyczny niż jego główny składnik aktywny, glifosat.

Badania te mogą być pomocne w zrozumieniu przypadków poronień, przedwczesnych porodów lub też chorób noworodków, w szczególności w przypadku rodzin z terenów wiejskich. Miejmy nadzieje,
że także w przekonaniu światowej opinii publicznej, że nie możemy dłużej tolerować GMO na naszych polach – ani ufać wielkim korporacjom agrochemicznym.

Wyniki badań zostały opublikowane na stronie internetowej Archives of Environmental Contamination and Toxicology, a w druku ukażą się lipcu 2007.

Fragmenty artykułów ze strony Wolne Media